Wersalka w moim projekcie pojawiła się jako ostatni element. Właściwie to nie wersalka, a tapicerowany podest z funkcją spania, który ustawiłam pod drugim, mniejszym skosem. Ma 80 cm szerokości i służy jako miejsce do czytania, a po rozłożeniu jako dodatkowe łóżko dla dziecka. Pod spodem trzy głębokie szuflady na buty i zabawki. Materac na tym podeście jest cienki, bo tylko 10 cm, ale dla okazjonalnego użytku to wystarczy. Gdy nikt nie śpi, przykrywam go pledem i kładę poduszki – nikt nie zgadnie, że to łóżko.
Stanęłam na środku swojego nowego poddasza i poczułam, jak niski sufit dosłownie siada mi na głowie. Trzy metry na cztery, z jednym oknem dachowym i skosami, które przy ścianie zostawiają ledwie 90 centymetrów wysokości. Przez chwilę myślałam, że popełniłam błąd kupując tę kawalerkę. Ale potem przypomniałam sobie, że aranżacja pokoju młodzieżowego poddasza to moja specjalność. Zaczęłam od narysowania na kartce stref: spanie, praca, przechowywanie. Największym problemem okazało się łóżko. Wstawić klasyczne 140×200? Ani mowy, skos przy zagłówku zostawiłby mnie z siniakiem na czole każdego ranka.
Największym wyzwaniem było ogarnięcie gości na noc w małym mieszkaniu. Industrialne wnętrza często kojarzą się z przestrzenią, ale u nas każdy centymetr jest na wagę złota. Rozwiązałam to, mając w z funkcją spania i pojemnikiem na pościel. Mechanizm DL działa bezszelestnie, a materac piankowy o grubości 12 cm zapewnia wygodę nawet wysokim gościom. Po rozłożeniu kanapa zajmuje prawie cały pokój, ale na co dzień jest składana i służy do siedzenia. Pod poduchy chowam dodatkowy koc i poduszkę dla gości – wszystko jest pod ręką.
Zmieniłam też podejście do oświetlenia. Zamiast jednej lampy sufitowej, pojawiły się trzy źródła światła na różnych wysokościach. Kinkiet nad kanapą daje ciepłe światło do czytania, a przenośna lampa stojąca z regulowanym ramieniem służy jako światło zadaniowe przy składanym blacie. Okazało się, że odpowiednie rozproszenie światła optycznie powiększa wnętrze bardziej niż białe ściany. Te akurat pomalowałam na ciepły odcień szarości, który nie odbija światła tak agresywnie jak czysta biel.
Open space to też walka o prywatność. Kiedy gotuję, a w salonie dzieci oglądają telewizję, hałas potrafi być nie do zniesienia. Rozwiązałam to tak – nie stawiam telewizora naprzeciwko kuchni, tylko na bocznej ścianie. Dźwięk nie leci wprost na mnie, a ja mogę spokojnie kroić warzywa. Do tego dołożyłam rolety rzymskie w oknach – nie tylko blokują słońce, ale też tłumią trochę pogłos. Inny patent to wyspa kuchenna z blatem z konglomeratu – jest cicha, nie brzęczy jak stal, a do tego łatwo ją utrzymać w czystości. Na wyspie mam też wbudowaną deskę do krojenia i zlew, co oszczędza miejsce. Przy okazji – jeśli planujecie wyspę, zróbcie ją z miejscem na nogi, żeby można było postawić stołki. U mnie stoją cztery, ale rzadko używamy ich wszystkich – zazwyczaj jemy na kanapie.
Mechanizm DL okazał się przełomem, bo nie wymagał odsuwania stolika kawowego ani przesuwania całej strefy wypoczynkowej. Wystarczyło pociągnąć za uchwyt, a siedzisko unosiło się do góry, odsłaniając płaską powierzchnię snu. Przy okazji odkryłam, że pod spodem kryje się ogromna skrzynia. To właśnie to łóżko z pojemnikiem na pościel rozwiązało mój największy problem braku miejsca na przechowywanie kołder i poduszek. Nagle zniknęły dwa kartony spod biurka i walizka z zimowymi swetrami, która stała w przedpokoju.
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam mieszkanie z otwartą przestrzenią, serce zabiło mi szybciej. Światło lało się zewsząd, a ja już widziałam siebie gotującą przy wyspie, podczas gdy dzieciaki oglądają bajki w salonie. Rzeczywistość okazała się mniej romantyczna. Po tygodniu okazało się, że w open space wszystko słychać – od trzaskania lodówki po chrapanie męża. I nagle ten zachwyt zamienił się w frustrację. Miałam do dyspozycji 45 metrów, które miały pomieścić kuchnię, salon i jadalnię, a do tego musiałam gdzieś wcisnąć gościnne spanie. Zaczęłam od podstaw – podziału stref. Nie stawiałam modne kolory ścian, bo zabiłoby to cały klimat, ale postawiłam na dywany. Gruby, puszysty dywan pod kanapą oddzielił strefę wypoczynku od kuchennej, gdzie położyłam cienki, łatwy do czyszczenia chodnik. To był pierwszy mały sukces.
Największym wyzwaniem okazało się miejsce do spania dla gości. W małym open space nie ma luksusu osobnego pokoju, a ja nie chciałam, żeby kuzynka z dziećmi spała na dmuchanym materacu. Postawiłam na kanapę z funkcją spania, ale nie byle jaką – wybrałam model z tapicerka welurowa, bo jest przyjemna w dotyku i łatwo ją odkurzyć. Mechanizm DL okazał się zbawieniem – rozkłada się jednym ruchem, a materac piankowy o grubości 12 cm zapewnia komfort nawet mojemu teściowi, który narzeka na wszystko. Przez pierwsze miesiące bałam się, że rozkładanie będzie uciążliwe, ale teraz robię to w 30 sekund. Ważne, żeby kanapa nie stała przy samej ścianie – trzeba zostawić kilka centymetrów na mechanizm. Z perspektywy czasu żałuję tylko, że nie kupiłam od razu modelu z pojemnikiem na pościel, bo przechowywanie koców i poduszek w pufie to średni patent.
When you loved this post and you would like to receive details with regards to przeglądaj tę stronę assure visit our web page.
